Choć smutne, to jakże prawdziwe jest stwierdzenie, że z największym nawet dramatem człowiek jest w stanie się oswoić…. Po trzech miesiącach od rosyjskiej inwazji na Ukrainę wszyscy nieco okrzepliśmy i zamiast wypatrywać z okien rakiet z ładunkiem atomowym wysłanym prosto z podmoskiewskiej daczy Putina, zaczynamy trochę chłodniej spoglądać na nową rzeczywistość. A ta okazuje się mieć więcej wymiarów niż dobro (Ukraina i cały świat, z Polską na czele) i zło (Rosja). Choć w dzisiejszych czasach ten uproszczony obraz nie jest pozbawiony logiki, to jednak nawet niezbyt baczny obserwator przyznać musi, że obok wciąż trwającego entuzjazmu dla pomocy uchodźcom coraz szybciej przybywa kontrowersji w tym temacie. O jednej z nich chcielibyśmy dziś krótko porozprawiać, zdając sobie sprawę z tego, że niejednemu Czytelnikowi możemy się narazić. Taka jednak jest uroda Internetu: każdy może pisać, co chce, po czym zostać zbluzganym przez adwersarzy. Chyba że Admin wyłączy możliwość komentowania 😉
Zacznę więc z grubej rury – definicji prawnych nigdy za wiele 😉 A poważnie, słowo ‘uchodźca’ ma bardzo konkretnie określone w prawie międzynarodowym znaczenie i definicja ta nie pozostawia zbyt wiele pola do dyskusji. Innymi słowy, to, kim jest ‘uchodźca’ to nie widzimisię tego czy innego komentatora, ale kwestia usankcjonowana prawem i to prawem o charakterze niepodważalnym (dla freaków – nazywa się to ius cogens). Uchodźcą jest więc (w uproszczeniu) każdy, kto jest zmuszony do opuszczenia własnego państwa na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych, przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem, i nie może lub nie chce z powodu tych obaw korzystać z ochrony tego państwa. I tyle. Nie ma znaczenia, czy uchodźca jest biały, żółty, zielony, czy w kratkę, nie ma znaczenia, czy wyznaje którąś z wielkich religii monoteistycznych, czy może wierzy w duchy przodków, a już na pewno nie ma żadnego znaczenia, jakim mówi językiem czy to, z kim lubi spędzać noce (i dnie). Uchodźcy takiego nie może zawrócić nigdzie, gdzie grozi mu niebezpieczeństwo (a więc nie tylko do kraju pochodzenia) i należy mu zapewnić ochronę międzynarodową, a więc umożliwić wystąpienie o status uchodźcy. I na tym koniec pięknej teorii bo teoria teorią, a życie życiem.
Sytuacja na polskich granicach wschodnich – z Ukrainą i Białorusią na przełomie lat 2020 i 2021 dobitne pokazuje, jak łatwo ulec pokusie stosowania podwójnych standardów. O ile osoby uciekające z Ukrainy witamy z otwartymi rękoma i gotowi jesteśmy do pomocy zarówno w wymiarze prywatnym, jak i publicznym, o tyle takich samych uciekinierów próbujących dostać się do Polski z terytorium Białorusi odsyłamy z kwitkiem, mając prawo międzynarodowe w głębokim poważaniu.
Gdzie jest pies pogrzebany? Ano nie będzie to specjalnie poprawne politycznie, ale pozwolę sobie stwierdzić, że nieszczęśnicy koczujący na polsko-białoruskich przejściach granicznych mają pecha bo są średnio-biali i średnio-chrześcijańscy. A mówiąc wprost, są zupełnie niebiali i jeszcze bardziej niechrześcijańscy. W efekcie, jeśli wsłuchać się w dyskurs szeroko obecny w polskiej sferze publicznej, na granicy z Białorusią ‘hordy islamskich terrorystów próbują sforsować punkty kontrolne’, a na granicy z Ukrainą ‘setki tysięcy kobiet i dzieci błagają o pomoc, której my Polacy bardzo chętnie udzielimy’. Jest to oczywiście celowe przerysowanie sytuacji, niemniej problem jest istotny, a polityka polskiego rządu w tym obszarze naprawdę rodzi sporo znaków zapytania.
O nich i kilku innych ważnych sprawach Szanowny Czytelnik poczyta już w kolejnym wpisie, a póki co, zapraszamy do krótkiej choćby refleksji nad losem Irakijczyków, Afgańczyków, Pakistańczyków i innych ‘pechowców’ obozujących od miesięcy w przygranicznych lasach.