Zgodnie z zapowiedzią, kontynuujemy serię krótkich artykułów dot. prawnej i rzeczywistej sytuacji osób, które w obawie przez prześladowaniami w państwach pochodzenia przybyły na granicę Białorusi z Polską i podejmują próby przedostania się na jej terytorium.
W poprzedniej części tych rozważań eksperci MV starali się przybliżyć Czytelnikowi to, czym jest zasada non-refoulement, czyli mówiąc kolokwialnie, zakaz zawracania osoby wszędzie tam, gdzie grozi jej niebezpieczeństwo. Temat mało zabawny więc i żarty nie na miejscu, niemniej użyte określenie „non-refoulement to nie nazwa sera” doskonale oddaje poziom świadomości polskich decydentów, od których zależy los osób koczujących w polsko-białoruskim potrzasku. Praktyczne efekty tej niewiedzy lub, co gorsza, celowego ignorowania prawa międzynarodowego, są piorunujące. Lektura kolejnych raportów Amnesty International, będącej w dziedzinie praw człowieka chyba największym międzynarodowym autorytetem, w oczywisty sposób nasuwa skojarzenia z obozem w Guantanamo, czego zresztą z obrzydliwą dumą nie omieszkali zauważyć sami strażnicy graniczni.
Poniżej zamieszczamy krótki przegląd najważniejszych informacji zebranych przez AI w ciągu kilku miesięcy na przełomie lat 2021/2022.
- Arbitralne zatrzymania i nielegalne wywózki – polska straż graniczna masowo zatrzymuje i w sposób urągający wszelkim standardom wywozi w głąb Białorusi osoby próbujące dotrzeć do granicy RP. Są one porzucane w przygranicznych lasach, gdzie albo podejmują próbę przetrwania o własnych siłach, albo trafiają w ręce służb białoruskich. Żadna z tych opcji nie daje realnych szans na pozytywne zakończenie ich wędrówki.
- Uniemożliwianie złożenia wniosku o ochronę międzynarodową – po pierwsze, wielu uciekinierów, choćby z powodu nieznajomości topografii, nie przekracza granicy na oficjalnym przejściu granicznym, ale przekracza tzw. zieloną granicę i tam zatrzymywani są przez polskich pograniczników. W takiej sytuacji, zgodnie z prawem międzynarodowym, polski funkcjonariusz ma obowiązek umożliwienia złożenia takiego wniosku w najbliższym punkcie, w którym jest to możliwe. W praktyce jednak, nie tylko że pomoc z tym zakresie nie jest niesiona, to nawet osoby, które chcą przekroczyć polską granicę w miejscach do tego wyznaczonych, również nie mają możliwości wystąpienia o ochronę międzynarodową. Polska straż graniczna uniemożliwia im to pod wieloma pretekstami. Osoby deklarujące chęć złożenia wniosku po prostu nie są do Polski wpuszczane. I stąd statystyki, zgodnie z którymi liczba wniosków o ochronę międzynarodową złożonych w Polsce jest minimalna. W politycznym przekazie jest to wykorzystywane jako dowód na chęć dalszej podróży tych osób na zachód Europy, w rzeczywistości zaś po prostu osoby chcące schronić się w Polsce nie miały takiej formalnej możliwości.
- Przetrzymywanie w zamkniętych ośrodkach izolacji – osoby zatrzymane trafiają do zamkniętych ośrodków odosobnienia (np. w Wędrzynie czy Lesznowoli), w których warunki egzystencji urągają podstawowej ludzkiej godności. Przestrzeń przypadająca na jedną osobę to 2m2, przy czym liczba ta została zmniejszona z 3 metrów w 2021 roku. Jest to ruch dokładnie odwrotny do zaleceń Rady Europy, która apeluje o zapewnienie każdemu osadzonemu minimum 4 m2. Brak jakiejkolwiek prywatności, możliwości skorzystania z toalety, niewystarczające porcje jedzenia, zabieranie telefonów, brak możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, rozdzielanie rodzin – to tylko przykłady z obozowej codzienności. Każdy z nich stanowi na gruncie prawa międzynarodowego naruszenie podstawowych praw człowieka.
- Tortury – wg informacji AI, bicie zatrzymanych jako kara za proste prośby, jak choćby zwiększenie porcji jedzenia czy otrzymanie nowego ręcznika, to codzienność w polskich ośrodkach dla cudzoziemców. Rażenie paralizatorem, krępowanie kajdankami, popychanie, przewracanie, szarpanie i inne formy przemocy fizycznej zyskują na sile wprost proporcjonalnie do odmienności ofiary – im ciemniejszy kolor skóry czy im bardziej widoczna odmienność religijna, tym stopień nasilenia przemocy większy.
- Okrutne i poniżające traktowanie – jedną z najczęściej pojawiających się w raportach AI metod są celowo przedłużane i prowadzone nadmiernie szczegółowo rewizje osobiste cudzoziemców. Mimo iż od momentu zatrzymania znajdują się oni we władaniu państwa polskiego, kontrole prowadzone są tak, jakby osoby te cieszyły się pełną swobodą opuszczania ośrodka. Nierzadko sposób ich prowadzenia jawnie zahacza o przemoc seksualną, jak choćby w przypadkach zmuszania do kucania, robienia przysiadów czy wypinania pośladków. Przykładów okrutnego i poniżającego traktowania jest niestety dużo więcej: rasistowskie gesty i uwagi, odczłowieczanie polegające na zwracaniu się do cudzoziemców numerem sprawy, a nie imieniem czy nazwiskiem, niedopuszczanie do praktyk religijnych, ograniczanie kontaktu między członkami jednej rodziny i wiele innych.
- Traumatyczne przeżycia, ćwiczenia wojskowe – już sam fakt przetrzymywania osób starających się o ochronę międzynarodową w ośrodkach zamkniętych, za drutem kolczastym i pod długą bronią strażników nie licuje z dramatyzmem ich sytuacji. Polskie państwo zdaje się zapominać, że ma do czynienia z potencjalnymi uchodźcami, a nie przestępcami czy więźniami. Źródłem dodatkowej traumy pozostaje dla cudzoziemców to, że ośrodek detencyjny w Wędrzynie jest integralną częścią bazy wojskowej, co w praktyce oznacza, że odgłosy salw i wystrzałów towarzyszą tym osobom od rana do wieczora. Dla wielu z nich, zwłaszcza tych uciekających z Syrii, Iraku i Afganistanu, jest to kontynuacja dramatycznych odczuć, które właśnie próbują zostawić za sobą.
- Stosowanie niedozwolonych procedur pseudomedycznych – wg doniesień AI, niemalże na porządku dziennym jest przymusowe podawanie osobom przetrzymywanym w ośrodkach detencyjnych dożylnych leków uspokajających, czyli po prostu aplikowane przemocą zastrzyki, mające stłumić ich świadomość i możliwość stawiania oporu. Tego rodzaju praktyki są surowo zakazane tak na gruncie prawa krajowego, jak międzynarodowego i z łatwością mogą zostać uznane za tortury stosowane przez organy państwa polskiego.
- Brak tłumacza, brak opieki medycznej – osoby przetrzymywane zmuszane są do podpisywania dokumentów w języku polskim, nie mając przy tym dostępu do tłumacza. Ty samym, nie wiedzą co podpisują, a istnieją bardzo poważne podejrzenia, iż są to zeznania stanowiące przyznanie się do niepopełnionych przestępstw. Takie dokumenty w ręku polskiej straży granicznej mają stanowić podstawę prawną do wydalenia tych osób z terytorium RP.
Wskazane przez Amnesty International przykłady traktowania potencjalnych uchodźców przez organy państwa polskiego bezsprzecznie dowodzą jego rzeczywistego stosunku do tych osób. Wbrew deklaracjom składanym wielokrotnie przez czołowych polskich polityków, osoby przybywające z innych obszarów niż europejski krąg kulturowy nie mogą liczyć na traktowanie równe z uchodźcami z Ukrainy. O ile ci ostatni rzeczywiście witani są w Polsce z otwartymi ramionami, i to zarówno przez organy państwa, jak i zwykłych obywateli, o tyle ci, których kolor skóry czy wyznanie odbiega od polskiej większości, pozbawieni są jakiejkolwiek pomocy. Wręcz przeciwnie, w majestacie państwa i prawa czynione jest naprawdę wiele, by pobyt w Polsce im utrudnić lub wręcz uniemożliwić. Taka sytuacja jest oczywiście wynikiem konglomeratu czynników i trudno wskazać zamknięty katalog jej przyczyn, nie ulega jednak wątpliwości, że wśród nich ogromną rolę odgrywają stereotypy dotyczące uchodźców, ich rzeczywistej sytuacji, stylu życia czy planów na przyszłość. Już w kolejnej części eksperci MyVisa postarają się rozprawić z mitami narosłymi wokół zjawiska uchodźstwa.
Wszystkie zawarte tu informacje pochodzą z raportu AI: https://amnesty.org.pl/okrutne-traktowanie-na-granicy-polsko-bialoruskiej-i-w-osrodkach-dla-cudzoziemcow/